Uparci jak Osioł, czyli relacja w tamtą stronę część 1 | Ratujemy SAABine
Ratujemy SAABine

Uparci jak Osioł, czyli relacja w tamtą stronę część 1

Materiały w postaci wpisów są dopełnieniem naszej relacji na YouTube, gdzie nie zawsze udało się wszystko powiedzieć, przekazać.

Dzień 1 – Nasza Polana

O 10 ruszyliśmy w kierunku Klimkówki, lecz wcześniej pozostało zatankowanie auta do pełna gazem oraz zakupienie przejściówki, która ułatwi nam połączenie się do prądu na polach namiotowych, ale koniec końców z niej nie skorzystaliśmy.
Drogę przez Polskę zna każdy. W linii prostej do Klimkówki jest około 350 kilometrów, lecz przejazd przez małe miejscowości i ograniczenia prędkości do 50 km/h robią z takiej trasy około 7 godzinną dość męczącą podróż, więc do Naszej Polany dotarliśmy na godzinę 18.

Marlena i Paweł, bo to oni są właścicielami Naszej Polany, do dwójka nowożeńców, która parę lat temu rzuciła wszystko w Polsce, wyjechała za granicę aby po czterech latach wrócić i znaleźć swój kawałek ziemi. Zakupili, około 2 lat temu, stary dom i zaczęli go remontować.
Obecnie są w posiadaniu gospodarstwa agroturystycznego, w którym można znaleźć ciszę i spokój. Brak tu telewizji, a zasięg telefonu i internetu jest momentami wręcz niemożliwy (zależy w którym miejscu stanie się na górce).

Jako, że jest środek sezonu i byli obecni goście na Naszej Polanie, rozbiliśmy namiot i siedząc przy ognisku wraz z rodziną Norwegów szlifowaliśmy angielski.
Przychodziła noc, a wraz z nią burze, które przypomniały nam, że jesteśmy w górach, w Beskidzie Niskim, a tu pogoda potrafi być zmienna.
Chwilę temu świeciło słońce, a teraz zmierzają ku nam dwie burze.
Noc zatem minęła nam burzowo i głównie bezsennie.
Michał przyzwyczajony jest do zasypiania przy radiu i słuchawce w uchu, co trochę ratuje sytuację zaśnięcia przy ogólnym hałasie i grzmotach burzy.
Przyszedł poranek, a z nim dzień drugi.

Dzień 2 – kierunek Balaton

Bo burzowej nocy na Naszej Polanie przywitał nas piękny słoneczny dzień. Przed południem ruszyliśmy w dalszą trasę. Kierowaliśmy się na pole namiotowe w miejscowości Siófok nad Węgierskim Balatonem.
Przed przekroczeniem granicy ze Słowacją w Koniecznej, zatankowaliśmy auto do pełna benzyną i gazem LPG, zrobiliśmy małe zakupy w sklepie w Uściu Gorlickim i ruszyliśmy przez Przeszów i Koszycy na węgierskie autostrady. Węgry witały nas przepięknymi polami słoneczników, które rozciągały się wzdłuż trasy i zdawało się, że nigdy się nie skończą.

Winietę zakupiliśmy wcześniej w siedzibie PZM.  Węgierskie autostrady są bardzo dobrze przygotowane – co 20 kilometrów znajduję się miejsce postojowe z sanitariatami i stacja benzynowa. Na jednej z nich spotkaliśmy Polaków jadących do Rumunii. Kiedy dowiedzieli się, gdzie jedziemy, stwierdzili, że nieźli z nas wariaci… no cóż w końcu jesteśmy Uparci jak Osły 🙂
Na wieczór dotarliśmy do naszego pola namiotowego, który znajdował się tuż przy wjeździe do miejscowości Siófok.
Teraz przyszedł czas na przejście się po okolicy, zobaczenie jeziora i zrobienie małych zakupów na śniadanie, bo pomimo posiadania lodówki turystycznej stwierdziliśmy, że nie będziemy robić zakupów na parę dni do przodu, a kupować na bieżąco.

Pole namiotowe Balatontourist Ifhusag Kemping jest oddalone od jeziora o około 800m. Trafiliśmy tam, tuż po dniu gdy nad całym jeziorem przeszły ogromne wichury i burze. Masa połamanych drzew, poprzewracanych na domy, przy których interweniowała straż pożarna.
Niestety dotarliśmy na miejsce w dość późnych godzinach wieczornych i jedynymi otwartymi miejscami była restauracja pełna ludzi i mały sklepik o bardzo ograniczonym asortymencie, udało nam się jednak zrobić małe zakupy.
Nadeszła noc, a wraz z nią kolejne burze, które bombardowały okolice, a deszcz prawie podtopił nasz namiot. Po kolejnej deszczowej nocy marzyliśmy o greckim słońcu!

Dzień 3 – na skróty do jezior

Najgorsze w biwakowaniu na polu namiotowym jest przemoczony namiot i brak czasu, żeby go wysuszyć. Wrzuciliśmy więc nasz przemoczony namiot do worków na śmieci, zjedliśmy szybkie ciepłe śniadanie, dzięki kuchence gazowej i ruszyliśmy w drogę. Postanowiliśmy uatrakcyjnić sobie trasę i przejechać nad chorwackie Jeziora Plitwickie przez Bośnię i Hercegowinę.
Na granicy Bośni pierwszy i ostatni raz sprawdzono bagażnik Saabiny. My przecież ” only tourists from poland to greece”. Pogranicznik słysząc to spojrzał ze zdziwieniem na auto, na nas, znów na auto i powiedział tylko „gudlak”, więc ruszyliśmy przed siebie!
Fragment Bośnii i Hercegowiny, którym jechaliśmy, to wąskie i kręte drogi położone przy nieużywanej linii kolejowe oraz krystalicznie czystej rzece Una.

Przejazd przez Bośnię i Hercegowinę zajął nam cztery godziny, aby znów przekroczyć granicę i ponownie wjechać na teren Chorwacji. Pole namiotowe, które wybraliśmy znajduje się niedaleko wejścia do Parku jezior Plitwickich, który chcieliśmy odwiedzić następnego dnia. Usytuowane przy drodze było jednak bardziej przygotowane do obecności kamperów niż namiotów, jednak udało nam się znaleźć jakieś miejsce, dzięki czemu mogliśmy wysuszyć namiot, zjeść kolację i w końcu spokojnie zasnąć.

Czytaj drugą część relacji z wyprawy…

tymczasem zapraszamy na naszego facebook’a i śledzenia relacji na youtube.
przy okazji dziękujemy wszystkim, którzy nam kibicowali w tej wyprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.