A po serwisie jeździliśmy do blacharza… cz1
Jak co roku SAABina zawitała na serwis. Wymiana oleju, filtru oleju – to zostawiłem chłopakom z Kliniki SAABa. Przy okazji nabili mi klimatyzacje – nie wiadomo gdzie ale czynnik ucieka. Teraz, w tych upałach klimatyzacja na szczęście działa i da się jeździć w tym piekielnym słońcu.
Przy okazji podniesienia auta pojawił się problem gnijącego (sorry ale auto ma 26 lat) tylnego zawieszenia – problem znany w tym modelu, a i tak miałem to zamiar robić… Szybkie poszukiwania blacharza w okolicach działki, bo tu będziemy prawie dwa miesiące wakacji, a i po za Warszawą to może i taniej – choć po blachach mogą stwierdzić, że łatwa owca do ogolenia (warszawiok przyjechał).
Udało się znaleźć blacharza we Włocławku. Dobre oceny, fajna rozmowa – “Pan zadzwoni za trzy tygodnie, bo teraz mam dwa auta”.
OK.
Czekamy, dzwonimy – “Za dwa tygodnie…”
Mógłbym tak pisać o kolejnych rozmowach telefonicznych jeszcze parę razy w tym wpisie więc wolę Wam tego oszczędzić.
Z Kwietnia zrobił się czerwiec, lipiec, a blacharz leciał sobie w ciula.
W końcu postanowiłem wysłać sygnał na naszym FB i zostaliśmy skierowani do JDK Garage, którzy znajdują się w połowie drogi na działkę i połowę drogi z Warszawy.
Telefon. “Zadzwoń jutro, to zobaczę czy się klienci nie wysypali i czy znajdę jakąś dziurę”.
Dzwonię na następny dzień i się okazuje, że 15 września SAABina będzie przyjęta.
Wstępna wycena przez telefon – około 4000 za stronę, bo już robili wcześniej SAABa z kielichami i wiedzą jak się to ma i co należy zrobić.
Umówieni jesteśmy na to, że w połowie sierpnia auto już do nich trafi i na spokojnie będzie sobie czekać w kolejności, a dodatkowo w wolnej chwili zobaczą co się tam dzieje pod spodem.
No i tak się stało.
Chłopaki powoli pod koniec sierpnia, a początkiem września zaczęli zdejmować plastiki, zderzak i dokopywać się do tego co schowane.






To tylko na zewnątrz… a w środku





Zapadła decyzja – robimy cały tył i progi.
cdn.
