Nowe swoje miejsce…
Mieszkamy w głośnej i szybkiej Warszawie. Tu pracujemy i tu śpimy.
Już od paru lat szukaliśmy miejsca gdzie może być nasz nowy dom. Nasza ostoja do wyciszenia się, ale także do pracy, bo sama zmiana lokalizacji na np. środek lasu dobrze robi na psychikę.
I tak od paru lat jeździliśmy, oglądaliśmy, rozmawialiśmy z ludźmi którzy chcą sprzedać swój dom.
Czasy nie zbyt pewne. Dużo ogłoszeń ludzi zdesperowanych brakiem pieniędzy, ale także inflacja i wzrost cen za nieruchomości skutecznie odstraszał.
Naszą wizją był dom z działką, gdzieś gdzie jest cicho. Może nad rzeką, może gdzieś w lesie.
Na OLX rzuciło mi się w lipcu ogłoszenie o domu, na skraju dwóch województw – mazowieckiego i kujawsko pomorskiego. Szybki telefon i dość długa rozmowa w której dowiedziałem się co jest nie tak z tym domem i co inni zainteresowani przedstawiali jako minusy.
Dom prawie 90 metrów i 1500 metrów działki na skraju Włocławsko-Gostyńskiego Parku Krajobrazowego. Obok dwa jeziora, ale też i inne działki letniskowe i całoroczne.
Umówieni na wizytę w ciągu paru dni pojechaliśmy.
Pierwsze na co zwróciłem uwagę po przyjeździe to… wiata garażowa! Tak! W końcu będę mógł w spokoju pogrzebać przy SAABinie i nikt mi nie będzie mówił, że nie mogę. A dom jak to dom – pięć pokoi z łazienką i pomieszczeniem które może być drugą łazienką, duży taras, ale co ja będę Wam pisał – popatrzcie na zdjęcia.



Historia tego domu przedstawia się następująco. Starsze małżeństwo kupiło działkę dla swoich córek w 1995 roku i w 1997 wybudowano na niej domek letniskowy, który mimo, że wpisany jako letniskowy jest murowany i spokojnie (co już przetestowaliśmy) może pełnić rolę całorocznego. Brak w nim jednak kominka, ale to już załatwione.
Wracając do sióstr. Jedna się wyprowadziła ciut dalej, jedna mieszkała bliżej, jednak przyszedł rok 2019, 2020 i 2021 gdzie straciły rodziców, a jedna z sióstr męża, który miał siły aby przy tym domu pracować i go zmieniać. Więc w perspektywie domu na który nie będą miały czasu ani sił stwierdziły, że go sprzedadzą.
Więc w lipcu widzieliśmy się raz, w sierpniu widzieliśmy się drugi raz i podpisaliśmy umowę przedsprzedaży. Po załatwieniu kredytu, który trwać będzie około 10 lat (bo to kredyt gotówkowy, a nie hipoteczny) umówiliśmy się na początku października podpisać umowę notarialną.
7 października od rana system elektronicznej ewidencji nieruchomości leżał i od godziny 12 czekaliśmy jak na szpilkach aby system ruszył i aby jak tylko najbardziej aktualnie można było potwierdzić, że Panie Siostry są właścicielkami.
Godzina chwilę po 15 system wstał, 45 minut u notariusza i wykonanie przelewów. Mamy działkę z domem!
Szybka trasa na działkę z siostrami. Przekazanie kluczy oraz pokazanie co i jak.
Ostawienie sióstr na pociąg i można już po ciemku wracać do domu zaczynając planować co by tu zmienić.
Choć z zewnątrz nie chcemy zmieniać za dużo, ale dom jako wcześniej jedynie letni musi zostać dostosowany do zimowych temperatur.
Więc w pierwszej kolejności…
… zanim będę kontynuował chciałbym Wam przybliżyć jak wygląda nasz tydzień pracy.
Wygląda on tak, że jest tygodniem spędzonym w pracy.
Weronika jest dyrektorem teatru w którym również i ja pracuję jako techniczny. Dodatkowo ja (jak się zaczęła pandemia i teatr był zamknięty) rozpocząłem swoją przygodę w Radiu 357 jako realizator oraz nie tylko (dodaję pozycje do ramówki w formie podcastów), montuję audycje, robię im live’y wideo. Gdy poznałem osoby w radiu, również pojawiły się zajęcia dodatkowe typu montaż jingli, małych audycji dla OpenFM od Wirtualnej Polski. Dla COMP S.A. wykonuję montaże filmów i wywiadów promocyjnych. Także jest tego sporo i można rzec, że jesteśmy nonstop w pracy i jedynym dniem wolnym jest poniedziałek i czasami wtorek, gdzie to wsiadamy i chociaż na parę godzin jedziemy coś grzebać. Po prostu wyczekujemy lipca, końca grania w tygodniu (teatr) aby móc się przenieść tam na dłużej, bo w radiu mogę mieć jeden, albo dwa dyżury w tygodniu (jadąc tam pociągiem), a resztę opędzać zdalnie.
Więc gdy tylko możemy, to tam jeździmy modyfikować to co już jest.
Na pierwszy ogień poszły kable grzejne na rury i izolacja, co by nie zamarzła woda w rurach… no a jak już się trzeba dostać do rur pod plastikowymi panelami no to zróbmy remont łazienki… i tak już od trzech tygodni – jeden albo dwa dni w tygodniu remontujemy łazienkę klejąc bądź przykręcając płyty gips-karton i ucząc się jak to się robi.


Dlatego jest tak mało grzebania przy SAABinie w ostatnim czasie, podróży, bo chcemy jak najszybciej ukończyć potrzebne remonty na działce aby móc spędzić tam lato.
Także rozważamy wynajem dla znajomych i ich znajomych, bo dom spokojnie pomieści 10-12 osób, a to nam powinno pomóc przy szybszej spłacie kredytu.
Dajcie znać czy chcecie się dowiadywać o postępach w tych pracach.
Więc tak to wygląda na tą chwilę. Czekamy na chwile wolnego, na cieplejsze dni, ale już wiemy, że wakacje, a przynajmniej cały lipiec spędzimy tam, a ja w końcu pogrzebię przy SAABinie.
